Uprzedzam, że ten imagin to seria moich własnych przeżyć i doświadczeń życiowych jak i za równo marzeń i fantazji. A…i wiem, że jest beznadziejny, ale sama się poryczałam przy pisaniu, bo to są dosyć osobiste sprawy. Choć jeszcze tego nie przeżywam to poza odejściem przyjaciółek mogę tak skończyć…Wybaczcie jako 13 latka rozklejam się na starość. Uwaga, bo długi.
*Wrzesień 2025r.
Zostawiły mnie. Porzuciły jak śmiecia. Nie chciały mnie, bo im się znudziłam. A o kim mowa? O moich domniemanych przyjaciółkach. Biegłam przez jesienne ulice Londynu. Cała zapłakana, smutna i czerwona z zimna. Zawsze byłam silna, ale w takich momentach jak ten nie potrafiłam sobie radzić ze stresem. Biegłam coraz dalej i dalej aż w końcu trafiłam na plac w samym centrum Londynu. Usiadłam pod jedną z ceglanych kamienic i zaczęłam płakać jeszcze bardziej. Skulona siedziałam na chodniku. –Dlaczego po raz kolejny najważniejsze osoby w moim życiu mnie opuściły? –Krzyczałam nie zwracając uwagi na to, co pomyślą o mnie inni. Kiedy moi rodzice się rozwiedli miałam 13 lat one zawsze były przy mnie. Nie dawały mi nawet odczuć tego ogromnego bólu, bo zawsze były przy mnie. Każdy dzień spędzałyśmy razem. Kiedy mama jechała z moją młodszą siostrą miała wypadek samochodowy. Żadna nie przeżyła. Mój tata już nie po śmierci mamy, lecz mojej siostry popadł w alkoholizm. Pomieszkiwałam u babci i różnych cioć, pod koniec u przyjaciółek. Kiedy skończyłyśmy 18 lat od razu opuściłyśmy kraj w którym żadna z nas nie chciała przebywać. Tak znalazłyśmy się w Londynie. Na początku na kilka dni zatrzymałyśmy się u mojej cioci. Kiedy każda z nas znalazła dorywczą pracę rozpoczęłyśmy studia i wynajęłyśmy wspólne mieszkanie. I tak się to wszystko toczyło. Aż pewnego dnia (i.t.p.p.) oznajmiła że znalazła swoje mieszkanie i że już od dawna nas nie kocha tak jak przedtem tylko byłyśmy jej potrzebne do spełniania marzeń. Po czym (i.t.d.p.) dodała że skoro nie ma nas już trzech to nie ma potrzeby tego ciągnąć, i tak by nas w końcu ktoś zranił a ona nie chcę żeby musiała się męczyć ani ona ani ja. I w takim właśnie zbiegu okoliczności siedzę teraz zapłakana w samym środku Londynu nie mając nikogo, do kogo mogłabym się zwrócić. Miałam przynajmniej mieszkanie i pieniądze na utrzymanie go. Po zakończonych studiach każda z nas znalazła zawód. Ja studiowałam muzykę a one modę i design. Siedziałam tak jeszcze jakieś 2 godziny i podszedł do mnie wysoki uśmiechnięty brunet. Z oczami zielonymi jak trawa i zniewalającymi dołeczkami. Burza jego loków jest przesłooooo… HALO, O CZYM JA MYŚLĘ? Mam przecież doła jak cholera i jeszcze zakochania się tu brakowało. –Hej, jestem Harry! Dlaczego taka śliczna dziewczyna siedzi tutaj sama i płacze? –Uśmiechnął się do mnie. Kiedy wydarzyły się te wszystkie tragedie w moim życiu był pewien boysband który uwielbiałam. Ten Harry, który do mnie podszedł był jednym z jego dawnych członków. Na dodatek moim ulubieńcem. Kiedy byłam na samym dnie One Direction ,,złapało mnie za rękę” i kochałam ich całym sercem jakie tylko mi zostało. –Jestem (t.i.) i wiem jak masz na imię. Kiedyś byłam Directioners. –Odpowiedziałam z lekkim uśmiechem na ustach przez łzy. –I jeszcze udało ci się mnie poznać? Naprawdę byłaś naszą fanką. –I tutaj znów poczułam ucisk. Kto jak kto ale on powinien wiedzieć jaka jest różnica między fanką a directionerką. –Byłam… W każdym razie nie mam ochoty zadręczać cię moimi problemami, których się trochę nazbierało, więc, cześć! – Pomimo tego, że ja miałam wtedy 24 lata a Harry 31 dalej zachowywał się tak jak wcześniej. Z beztroskim podejściem do życia, 4 koszulach naraz, w przechodzonych butach i podartych czarnych rurkach. Szybkimi ruchami wstałam z deptaka i powolnym krokiem szłam w stronę Sturbuck cafe. –Poczekaj! –Usłyszałam krzyki Harrego biegnącego za mną. –Tak? –Rzuciłam oschle, kiedy Harry dotrzymywał mi już kroku i razem szliśmy w stronę owej kawiarni. –Dasz się, chociaż zaprosić na kawę? Nie chcę żebyś siedziała smutna. –Powiedział to tak, że miałam ochotę krzyknąć,,Tak, Haroldzie Edwordzie Styles. Wyjdę za ciebie”, ale w końcu przecież nie mogłam. –Ok. Na tyle chyba mogę się zgodzić. –Niechętnie uśmiechnęłam się do niego i poszliśmy do Sturbuck. Harry kupił mi kawę a kiedy czekaliśmy na nasze zamówienia nie pytał o nic związanego z moim smutkiem. Starał się mnie rozśmieszyć za wszelką cenę. –Dziękujemy. –Opowiedział do kelnerki. –To teraz…Powiesz mi, dlaczego płakałaś? –Bałam się, że w końcu o to zapyta…-OK, a więc, kiedy stałam się Directioners miałam 13 lat. Wtedy moi rodzice się rozwiedli. Miesiąc później moja mama i siostra jechały samochodem odwiedzić moją kuzynkę w szpitalu. Ja nie mogłam, bo miałam wtedy zajęcia. Obie zginęły w wypadku. Mój ojciec z rozpaczy po mojej siostrze popadł w alkoholizm. Trzymała mnie przy życiu tylko wasza muzyka i moje przyjaciółki. Znałyśmy się 12 lat. Były najważniejszymi osobami w moim życiu. A teraz jedna z nich odeszła bez najmniejszych skrupułów. Druga podążyła za nią a ja zostałam sama. I właśnie wtedy mnie znalazłeś na deptaku. –Przykro mi nie wiedziałem.
-Po raz kolejny opuściły mnie najważniejsze osoby w moim życiu i wątpię, że jeszcze kiedykolwiek zdołam kogokolwiek pokochać… -Ostatnie zdanie było chyba niepotrzebne, ale wolałam to z siebie wyrzucić. –Zdołasz. Nauczysz się jeszcze żyć w nadziei i szczęściu zobaczysz.
-Dziękuje ci za to wszystko bardzo mi pomogła ta rozmowa. Tylko teraz muszę jeszcze znaleźć nowe mieszkanie, bo w moim starym mieszkałam z przyjaciółkami.
-Możesz zatrzymać się u mnie na jak długo chcesz! Mieszkam dalej z chłopakami, no poza Louisem i Zaynem bo oni się ożenili i wyprowadzili, ale każdy z nich gdzieś teraz wyjechał, więc na razie mieszkam sam. –Nie miałam pojęcia, że wyskoczy z czymś takim. Znaliśmy się od trzech godzin a on już chciał żebym się u niego zatrzymała. –Więc jak?
-No cóż… W sumie to w porządku. Nie powinnam, ale za dużo dzisiaj przeszłam żeby tam spać. –Powiedziałam to niechętnie, ale dziś wolałabym nawet spać pod mostem niż w tamtym mieszkaniu. –Więc jedziemy „tam”, spakujesz się i zawiozę cię do siebie. –Był dla mnie taki miły. Taki czuły i opiekuńczy w stosunku do mnie. Nie chciałam wiedzieć, co się wydarzy dalej, ale musiałam się w końcu przekonać. –Dobrze, więc chodźmy. Nie mam najmniejszej ochoty mieć jeszcze czegokolwiek wspólnego z tymi zdarzeniami. –Dokończyliśmy nasze kawy i Harry podwiózł mnie do „mojego” mieszkania gdzie szybko się spakowałam i zeszłam na dół. Pomógł mi wsadzić walizkę do bagażnika i ruszyliśmy. Obejrzałam się za siebie patrząc na tyle pięknych wspomnień z przeszłości. –Nie patrz tam! –Rozkazał Harry. –Tym dłużej będziesz to w sobie rozpamiętywać tym dłużej będziesz cierpiała przez tych okropnych ludzi. Od dzisiaj patrz tylko i wyłącznie przed siebie. –Czasami jego „złote myśli” znane z portali społecznościowych mnie przerażały. To mogłoby się zaliczyć do najlepszych cytatów z 1D. –Dobrze. –Uśmiechnęłam się do niego. To był pierwszy szczery uśmiech tego dnia. –Chciałbym żebyś już zawsze się tak ślicznie uśmiechała. –Pocałował mnie w policzek. Byłam trochę przestraszona, ale po jakimś Harry znowu zaczął mnie zagadywać i mi przeszło.
-Więc, co studiowałaś?
-Muzykę. Zawsze o tym marzyłam.
-Dlaczego akurat to? Wybacz, że pytam, ale chciałbym cię lepiej poznać i wiedzieć, dlaczego się tym interesujesz.
-No, więc,… Jako że żadnego wsparcia ze strony rodziców nie miałam. Pomagali mi różni nauczyciele w szkole. Nauczyciel muzyki nauczył gry na pianinie a katechetka gitary. Tak w sumie to zaczęło się od tego, że śpiewałam sobie jedną z waszych piosenek, kiedy podeszła do mnie koleżanka z klasy i powiedziała z zachwytem,,Ale ty masz głos”! Wtedy się otrząsnęłam i zaczęłam się tym na poważnie przejmować. A największym moim marzeniem było przez swoją muzykę dawać innym ludziom natchnienie, energię i chęci do życia tak jak kiedyś wy mi. –Przywołując te wspomnienia znów pociekła mi łza. Tyle bólu, pracy, determinacji i czasu włożonego w to żeby moje marzenia się spełniły. –Oj, przepraszam. Rozumiem, że dla ciebie to było wiele ciężkiej pracy. Nie chciałem znów doprowadzać cię do płaczu.
-Nic się nie stało.
-A tak z czystej ciekawości…, Którą piosenkę wtedy śpiewałaś. Albo lepiej. Zamiast odpowiadać lepiej mi ją zaśpiewaj! –Mówił z wyraźną ekscytacją a ja chciałam mu pokazać, co umiem. W końcu to był mój idol. Zaczęłam śpiewać kawałek Story of my life.
And I’ll be gone, gone tonight
The fire beneath my feet is burning bright
The way that I’ve been holdin’ on so tight
With nothing in beetwen
The story of my life I take her home
I drive all night to keep her warm and time
Is Frozen
The story of my life I give her hope
I spend her love until she’s broke inside
The story of my life .
-WOW- Tylko tyle udało się Harremu wykrzesać ze swoich własnych przemyśleń. –Na serio masz niesamowity głos!
-Przestań mi słodzić tylko i wyłącznie, dlatego że mam gorszy dzień. Zaśpiewałam, bo mnie o to poprosiłeś. –Nie uważałam swojego talentu za zniewalający, ale jednak wiedziałam, że nie należę do osób bez żadnego słuchu. Po długim przekonywaniu mnie przez, Harrolda że mam talent krzyknęłam w końcu. –Gdybym na serio uważała się za takie beztalęcie to czy wybrałabym takie studia? –Kiedy to powiedziałam jak na znak gwizdka obydwoje wybuchnęliśmy śmiechem. –I właśnie odpowiedzi w tym stylu oczekiwałem. –Powiedział Harry z bananem na gębie jak jeszcze nigdy. –Okropny jesteś! –Oskarżyłam go nadal sama się śmiejąc i udałam obrażoną. W tym samym momencie dojechaliśmy pod dom Harrego. Oboje wysiedliśmy z samochodu a Harry bez żadnego słowa objął mnie i namiętnie pocałował. Byłam zaskoczona, ale jednak muszę przyznać, że zaczynałam coś do niego czuć. Bardzo dobrze nam się rozmawiało i Harry rozumiał mnie jak nikt. Kiedy skończyliśmy uśmiechnął się do mnie tylko. Tak uroczo ja na plakatach w moim starym pokoju. –Dobrze, a teraz skoro ci już zapłaciłam to czy teraz mógłbyś mi wyjąć walizkę z bagażnika?
-I to ja tu jestem okropny? –Zaśmialiśmy się oboje. –No już dobrze pomogę ci. –Kiedy już wyjął moją walizkę otworzył drzwi do swojego ogromnego domu i weszliśmy do środka. –Chodźmy, pokaże ci nasz… To znaczy się twój pokój.
-Och… A ja już myślałam, że dokończysz pierwszą wypowiedź. –Zaśmiałam się a Harry nie miał nic lepszego do roboty i ponownie mnie pocałował. Tym razem czule, delikatnie i z miłością a nie jak dziewczynę, która miałaby być jego tylko na jedną noc. Wchodziliśmy po schodach a Po drodze na pół piętrze były jakieś drzwi. –To jest pokój gościnny. Jeżeli będziesz smutna w nocy to mieszkam dokładnie nad tobą. –Puścił mi oczko i wniósł moją walizkę do pokoju i dał klucz. –Jak już się rozpakujesz może obejrzymy jakiś film, zjemy kolację? Ja coś zrobię.
-Dobrze, daj mi się tylko przebrać i pozwól, że ja coś ugotuję za to, co dla mnie dzisiaj zrobiłeś. –Nie mogłam uwierzyć, że jestem naprawdę szczęśliwa. Dzisiaj rano by mi to przez myśl nie przeszło. Nawet przez resztę dnia nie myślałam o tym wszystkim. Tak jak wtedy powiedział Harry. „Od dzisiaj patrz tylko przed siebie”. Więc postanowiłam, że to będzie moje motto do końca życia. Z tego całego poczucia wolności pomyślałam ze następnego dnia pójdę zrobić sobie tatuaż. Gdyby Harry pytał o zajęcia na jutro powiem, że już od dawna to planowałam. W końcu Harry sam też miał pełno tatuaży. Ubrałam się w ( link) i włosy upięłam w niedbały kok. Moja fryzura była nieco podobna do włosów Loczka. Miałam kasztanowe włosy, które gdyby nie loki to już nie byłyby moje. W każdym razie, kiedy tylko się ubrałam zeszłam na dół i zobaczyłam Harrego bez koszulki. Od razu przypomniał mi się mój pomysł z tatuażem. –Dlaczego mi się tak przyglądasz? –Od razu pomyślałam, że mu o tym powiem. Zanim jeszcze zapyta. –Widzisz, bo jutro mam umówione spotkanie z tatuażystą. No wiesz ty masz trochę tatuaży i w końcu się zastanawiam nad tym wszystkim.
-Oooo! Nie miałem pojęcia, że jesteś taka niegrzeczna! –Rzucił sarkastycznie czekając tylko na moją reakcję. – Harry! –Zaczęłam go gonić a on uciekał. Po raz kolejny miałam wrażenie, że przez 11 lat Harry w ogóle się nie zmienił. Dalej zachowywał się jakby miał 20 lat. Może i nie znałam go osobiście, ale tak jak każda prawdziwa Directioners znałam charakter swojego „ulubieńca”. Biegaliśmy po całym domu aż w końcu Hazza bardzo ostrożnie strącił szklankę z fortepianu… -Upsss –Spojrzałam na niego wymownie. –Ślicznie Harry teraz tylko pytanie, kto to będzie sprzątał?
–Jak to, kto? Pierwszy raz od kilku lat mam kobietę w domu, muszę to wykorzystać! –Ja oczywiście nie miałam najmniejszego zamiaru tego sprzątać. Ale… -Gdzie jest miotła?
-W szafce w kuchni obok kosza na śmieci.
-Dziękuję! –Odpowiedziałam z podstępem na twarzy. Poszłam po miotłę a kiedy już ją znalazłam uroczyście wręczyłam ją Harremu. –Ładnie tak oszukiwać? –Znów się śmialiśmy. Nawet można powiedzieć, że tarzaliśmy się ze śmiechu. –Zasłużyłeś sobie. Chciałam ci ugotować kolację a ty mnie jeszcze wykorzystujesz! –Wciąż nie mogłam opanować śmiechu. –Ja cię dopiero dzisiaj w nocy wykorzystam. –Podszedł do mnie i lekko pocałował mnie po szyi. –No dobra już! Idę się brać za kolację a ty wybierz jakiś film, bo jak tak dalej pójdzie to skończymy go oglądać o 4:00. –Udał smutną minę. Ja po raz kolejny się uśmiechnęłam. Czułam, że przy nim mam ochotę uśmiechać się już zawsze. Pobiegłam do kuchni i zaczęłam przeglądać lodówkę. Harry jest chyba jakimś czarodziejem, bo nie wiem jak chciał ugotować cokolwiek z jednego jajka, przeterminowanej śmietany, ogórka i soku pomarańczowego. Było już za późno żeby iść do sklepu. –Herri…! Lodówka jest pusta…
-Sama zaproponowałaś, że zrobisz kolację ja się nie narzucam.
-HARRY! –Nie odpowiedział. Zauważyłam, że lodówka jest połączona z zamrażarką, która na szczęście była pełna. Już wiedziałam, czym się żywili, kiedy nie jadali w restauracjach. Wyjęłam jakąś pizze z zamrażalnika i wstawiłam do mikrofali. Wiedziałam, że jak ją wyjmę będzie,,ciapowata”, ale musiałam odpłacić się jakoś za ten szantaż. Trudno. Kiedy wyjęłam „pizze” z mikrofali Harry już wybrał film. Oczywiście nawet nie zdążyliśmy obejrzeć połowy filmu, bo stwierdziliśmy, że i tak tylko rozmawiamy i się śmiejemy, więc lepiej go wyłączyć, bo byłoby mu przykro, że i tak go nie oglądamy. Rozeszliśmy się do swoich pokoi. –Harry, muszę ci powiedzieć… Nareszcie znalazłam kogoś, kto… -Harry popatrzył na mnie nie wiedząc, co się dzieje. –Znalazłam kogoś, kto śmieje się równie dużo, co ja i równie bez sensu.
-Ej, to nie było zbyt miłe! –Odpowiedział, po czym przerzucając mnie przez ramię wbiegł do mojego pokoju. Rzucił mnie na łóżko i bezpośrednio „tam” wszedł. Kochaliśmy się całą noc. Nie sądziłam, że ktoś,w kim się do reszty zakocham będzie 7 lat starszy ode mnie. Nie miałam nic przeciwko temu, ale było to dla mnie zaskoczenie. –Mam dla ciebie kolejną dobrą wiadomość! –Powiedział, kiedy już skończył mnie chamsko obmacywać. –Jaką?
-Nie musisz już szukać mieszkania… Proszę (t.i.) Zostań tutaj. –Nie wiedziałam, co mam powiedzieć. Poznaliśmy się tego samego dnia a ja już go kochałam. –Dobrze. –Tylko tyle odpowiedziałam delikatnie, bo byłam zmęczona nie tylko tym, co Harrold ze mną robił, ale też całym dzisiejszym dniem. Po czym pocałował mnie w policzek i zasnęłam. Nie wiem nawet ile spałam, ale obudziłam się o 8:30. Kiedy podniosłam się z łóżka zobaczyłam karteczkę od Loczka „O 9:00 śniadanie. Kocham cię XX” No cóż… Musiałam wstać i ubrać się przed śniadaniem. W końcu skoro napisał, że mnie kocha, mogłam mu zrobić tę przyjemność i zejść punktualnie o 9:00. Wstałam, ubrałam się i umyłam. Włosy miałam naturalnie rozpuszczone. Kiedy stałam na ostatnim stopniu była 8:59. Kiedy doszłam do kuchni była równa 8. –Jesteś bardzo punktualna.
-To tylko za tą karteczkę, którą mi zostawiłeś. –Objęłam go za szyję, po czym zetknęliśmy się nosami. –Też cię kocham, Harry.
-Kochasz mnie, czy Harrego Stylesa? –Kiedy o to zapytał to nie byłam do końca pewna do czego zmierza ale odpowiedziałam tak jak czułam, próbując zrozumieć co ma na myśli. –Oczywiście, że ciebie! –Po dłuższym czasie zrozumiałam, że Harry pytał mnie czy kocham jego a nie jego sławę i pieniądze. –Jesteś pewna?
-W stu procentach!
-Ok. O której jesteś umówiona na tatuaż? A co ważniejsze, co zamierzasz sobie wytatuować? –Odbiegał zupełnie od tematu tak jakby dla niego już Nie było ważne to, o co mnie wcześniej zapytał. Od razu mi uwierzył. W moim odczuciu był to największy dowód miłości i zaufania jak mógł mi dać. –O 15:30. Nie powiem ci na razie, co chcę sobie wytatuować ani gdzie. Dowiesz się jak ci pokaże. –Kiedy to powiedziałam Harry wziął trochę bitej śmietany z naleśnika na palec i przejechał mi po nosie. –No! Skoro nie chcesz mi powiedzieć to musisz ponieść konsekwencję! –Nie zdążyłam nic odpowiedzieć, bo w tym czasie weszli Liam i Niall, z którymi mieszkał Harry. –No wiesz, co Haroldzie? Jeden dzień nas nie ma a ty już znalazłeś sobie dziewczynę! Powiedz tylko gdzie takie ślicznotki rozdają! –Powiedziała Liam. Ja zrobiłam się cała czerwona. –To może ja was zostawię? –Powiedziałam, po czym wybiegłam po schodach na górę. –Skąd możesz wiedzieć, że ona cię nie wykorzystuje? –Zapytał Liam z pretensją do Loczka. –Jestem tego pewny. W końcu ją kocham. I nie praw mi tu teraz kazań. Ufam jej i nie mam zamiaru pozwolić na to żebyś to wszystko rozpieprzył! Rozumiesz?
-Dobra, chłopaki nie ma, co się kłócić. Liam, my jej nawet nie znamy a ty już masz podejrzenia. Nie uważasz, że powinniśmy najpierw zadać sobie trochę trudu i dowiedzieć się, kim jest a dopiero później wyrażać o nie swoje zdanie? –Słyszałam każde słowo ich rozmowy ze swojego pokoju. –Dziękuje Niall! A teraz idę po nią, bo pewnie teraz się zadręcza tym, co o niej mówicie. Nie macie najmniejszego pojęcia, co (t.i.) wczoraj przeszła! –Mówiąc to Harry natychmiast pobiegł do mojego pokoju. –Słyszałaś go, prawda?
-Tak, i co z tego? Miałam o wiele więcej problemów w życiu niż ci się wydaje. Jestem przyzwyczajona do obelg. Byłam dręczona w szkole, więc, nie masz się, czym przejmować. Po tym, co przeszłam nawet mnie to śmieszy. –Harry tylko odpowiedział uśmiechem. –A już myślałem, że się przejmiesz. –Wtedy ja wyciągnęłam kartkę z wydrukowanym projektem tatuażu. Był to napis: I Am so strong and true 4 EVER. –Jestem z ciebie dumny, wiesz?
-Kocham cię. Kocham cię od wczoraj a mam wrażenie, że od zawsze. –Z całych sił przytuliłam go. Trwaliśmy tak przez jakieś 20 minut. –Może chodźmy na dół, poznacie się nawzajem? –Harry przerwał tę błogą ciszę, którą byłam tak owładnięta. –Dobrze... –Odpowiedziałam niechętnie.
-Więc chodźmy. Nie martw się oni tak tylko…
-Nic się nie dzieje, chodź! –Zeszliśmy na dół gdzie Niall jadł kolejną pizze z nieszczęsnych mrożonek a Liam oglądał telewizor. Harry przeskoczył przez kanapę a ja poszłam za nim. –Hej, jestem (t.i.)! –Powiedziałam z lekko wymuszonym uśmiechem. Nie wiedziałam jak na mnie zareagują. –Cześć, jestem Niall. –Nie byłam zdziwiona, że to właśnie Niall pierwszy wyciągnął do mnie rękę. –Liam. – Wstał i się „aż” uśmiechnął. –Przepraszam za to o mówiłem, ja…
-Nie przejmuj się nic się nie stało. –Nasz dzień skończył się na tym że po raz kolejny musiałam opowiadać jak znalazłam się w Londynie. Tym razem już nie płakałam. Nie miałam powodu, kiedy Harry był przy mnie, mój Loczek…
*2 lata później
Dalej mieszkam z chłopakami. Z Liamem mam o WIELE lepszy kontakt. W Harrym z każdym dniem zakochuję się na nowo. –Chłopcy mam wieści. Mam też nadzieję, że się ucieszycie! –Powiedziałam, kiedy wszyscy skończyliśmy jeść obiad. –No, więc właśnie… Jestem w ciąży… Ej a może zjemy lody?
-Naprawdę? –Powiedzieli, Liam i Niall z cholernie wielkimi bananami na twarzach. Jedynie, Harry siedział na kanapie patrząc na mnie z niedowierzaniem. –Poradzisz sobie?
-Jak mogłabym sobie nie poradzić, kiedy jestem przy tobie? –Nie musiałam już odpowiadać chłopcom na to dziwne pytanie,,NAPRAWDĘ?” Wtedy Harry objął mnie w tali, podniósł krzycząc i okręcając mnie wokół własnej osi. Po czym mnie postawił i zaczął mówić do brzucha. –Cześć, Darcy. Twój tata bardzo cię kocha. –Mnie zakręciła się łezka w oku. Harremu również. Pokazałam mu tatuaż zrobiony 2 lata temu. Nie miał już wątpliwości że sobie poradzę z życiem.
Chciałam wam jeszcze powiedzieć iż...
1. Mogę zrobić next
2. Możemy pisać razem a propozycje w komach jak dalej potoczą się losy naszej bohaterki
3. W Wordzie zajmuje to 8 i pół strony XD
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz