Bardzo przepraszam bo miał być wczoraj. ;3
...
Omówiłyśmy wygląd mojego welonu, dopiłam kawę i pobiegłam z powrotem do domu. Było około 12:30. Resztę dnia spędziłam z Harrym. Rozmawialiśmy o wspólnej przyszłości, o wakacjach, o pierwszych świętach razem z naszym dzieckiem. Harry mnie nawet nie pyta o imię, jeżeli będziemy mieć córkę. Podobało mi się imię Darcy, ale chciałabym móc mieć coś do powiedzenia. W razie, kiedy mielibyśmy syna pewnie pozwoliłby mnie wybrać imię. A czy nie powinno być na odwrót? W każdym razie zbliżał się wieczór. Położyliśmy się spać. Na szczęście obyło się bez akcji w stylu Hazzy. Był najwyraźniej zmęczony. Na szczęście! –Wyśpij się. Jutro wyjeżdżamy z samego rana. –Oznajmił Harry, kiedy już obydwoje leżeliśmy w łóżku a ja nieudolnie usiłowałam zasnąć. Nie spałam do późna. Byłam zbyt przejęta tym wszystkim, co miało się już za chwilę dziać w moim życiu. Jakie ja miałam szczęście! Że właśnie Harry mi wtedy pomógł. Od tego wszystko się zaczęło… Około 4:45 w końcu zasnęłam. Harry obudził mnie punktualnie o 8:00. Byłam na niego wściekła, ale nie mogłam dać po sobie tego poznać, bo przecież wieczorem uprzedzał mnie żebym się wyspała… Wstaliśmy i poszłam wziąć szybki prysznic. Kiedy wyszłam z łazienki owinięta w sam ręcznik Harry tylko zaczął się uśmiechać pod nosem. Ściągnęłam ręcznik i zaczęłam się ubierać. Uśmiechał się jeszcze szerzej a ja udawałam, że tego nie zauważam. Ubrałam się w jasno-brązowe koturny wiązane również brązowym sznurkiem, czarno-białe rajstopy w poziome paski, czarną jedwabną spódnicę z syrenim ogonem, którą przewiązałam cienkim czerwonym paskiem i czerwoną koszulę bez rękawów. Do tego czarny naszyjnik z filcu nabijany kolcami. Szybko się spakowaliśmy, pożegnaliśmy się z Ann i Gemmą, po czym wsiedliśmy do samochodu i odjechaliśmy. Rozmawialiśmy o wszystkim i o niczym. Niby byłam uśmiechnięta, ale w głębi duszy nie wiedziałam, co mam powiedzieć Niallowi. Podjechaliśmy pod dom Nialla i Liama. Był tam wtedy też, Louis, więc Harry mógł w razie, czego wesprzeć mnie moralnie. Weszliśmy do środka. Wszyscy powitali nas uśmiechami. Nawet Tommo starał się okazać jakikolwiek entuzjazm. –Cześć! –Przywitałam się ze wszystkimi. –Niall, możemy porozmawiać w cztery oczy? –Widać było, że jest zmieszany. –Dobrze, choć. –Przeszliśmy do kuchni. –Więc, o czym chciałaś ze mną porozmawiać? –Naprawdę zaczynam się bać! –Więc Niall chodzi o (I.t.p.p.)… Nie wiem jak mam ci to powiedzieć. –Niall zrobił zdziwioną minę, ale po chwili się tylko uśmiechnął. –Nie martw się. Każdy się czasami myli. Nie masz się, czym przejmować. Ważne, że ja i (I.t.p.p.) się kochamy. –Oj niedobrze… -Niall i w tym rzecz. To ty ją kochasz. Ona cię wykorzystuje. Kiedy byliśmy tutaj we wtorek a my poszłyśmy porozmawiać, bezmyślnie się do wszystkiego przyznała. Niall bardzo mi przykro że muszę ci to mówić ale to tylko dla twojego dobra. Nie chciałam żebyś później się rozczarował. –Niall na samym początku zrobił minę tak neutralną, że nie byłam w stanie CZEGOKOLWIEK z niej wyczytać. Później się zdenerwował. –To, że jesteś zazdrosna nie oznacza, że musisz kłamać by rozbić mój związek! –SAY WHAT??? Co on chrzani?- (I.t.p.p.) mówiła mi że naskoczyłaś na nią że jest tylko głupią, bezmyślną zabawką której kiepskie aktorstwo może przejdzie u nas ale nie u ciebie. Że ty nie jesteś tak głupia jak ona by uwierzyć w tą całą jej bezinteresowność. Najpierw nie chciałem jej wierzyć, ale teraz widzę, że miała rację. To, że twój związek z Harrym nie jest już tak szczęśliwy jak kiedyś nie znaczy… TAK DOKŁADNIE! Zauważamy to już wszyscy, że już się wypalił! Nie spodziewałem się po tobie takiego zachowania. Myślałem, że znam swoją najlepszą przyjaciółkę. –Jak mógł coś takiego powiedzieć…- A mnie się wydawało że znam ciebie…- Wyszeptałam ze łzami w oczach i wybiegłam z domu. Błądziłam bez celu po Londynie aż w końcu po godzinie wróciłam do siebie. Po kolejnej godzinie dojechał do mnie Harry. –Dlaczego wyszłaś?! –Podbiegł do mnie, kiedy siedziałam na kanapie z głową między kolanami. –Rozmowa z Niallem… Nie wiem czy chcesz znać szczegóły. –Harry tylko się uśmiechnął delikatnie, wziął mnie na ręce i pocałował delikatnie w czoło. –Wiesz, że nie lubię jak mnie nosisz…-On tylko po raz kolejny się uśmiechnął. Teraz odrobinę szerzej. –Ale ja to lubię. –Wtuliłam się w niego. Zaczął mi śpiewać Little things. Czułam się jak mała dziewczynka. Moi rodzice byli zwolennikami ostrzejszego wychowania, więc rzadko nawet jako dwulatka miałam okazję poczuć się tak dobrze. Momentalnie zasnęłam. Zaniósł mnie do sypialni. Spało mi się tak dobrze jak nigdy. Kiedy rano się obudziłam do pokoju wchodził Harry ze śniadaniem na tacy. –Prawie mi wyszło. –Powiedział, kiedy spostrzegł się, że już się obudziłam. –To może powiesz mi teraz, co takiego powiedział ci Niall? –Znów wróciło wspomnienie wczorajszego popołudnia. O tych okropnych słowach, których użył Niall… -A czy ty na pewno chcesz mieć powody żeby znienawidzić przyjaciela? –Najwyraźniej go zdziwiłam, ale odpowiedział twierdzącym skinieniem głowy. –Więc… Powiedział, że nie muszę wcale kłamać o (I.t.p.p.) tylko dlatego że jestem zazdrosna bo nasz związek się wypalił. Że wszyscy to widzą. Powiedział, że wydawało mu się, że zna swoją najlepszą przyjaciółkę. A ja odpowiedziałam, że mnie wydawało się, że znam jego. Później wybiegłam stamtąd z płaczem… -Przytulił mnie. –Dalej chcesz żeby przyszedł na nasz ślub? –To pytanie nie wykraczało poza moje możliwości rozumowania w tamtej chwili. Ku mojemu zdziwieniu mogłam na nie odpowiedzieć racjonalnie. –Oczywiście, że tak! Może on już tego nie chce, ale to mój najlepszy przyjaciel i nie mogłabym sobie wyobrazić tego ważnego dnia bez Nialla…
-Bałem się, że to powiesz. –Obydwoje się uśmiechnęliśmy. Później dokończyliśmy śniadanie i ubraliśmy się. Założyłam czarne rurki z jasno-fioletowymi szelkami, które opadały na dół, Brokatowe Vansy z motywem Galaxy, czarny kapelusz a la fedora i luźny czarny top z fabrycznie zmechaconego materiału. Zeszłam na dół i usiadłam na kanapie w salonie. Obdzwaniałam wtedy różne kosmetyczki i umawiałam się na wizyty. Cieszyło mnie, że nie musiałam czekać siedmiu miesięcy żeby wyjść za Harrego, ale dwa tygodnie to było trochę zbyt szybko… Umówiłam się już na fryzurę, makijaż. W końcu zorientowałam się, że jest popołudnie. (I.t.d.p.) miała już dojeżdżać. Postanowiłam, że do niej zadzwonię czy się nie zgubiła. Kolejne sygnały odbijały się o moje uszy aż w końcu usłyszałam jej ciepły głos. –Cześć. Właśnie podjeżdżam pod twój dom. O matko! Gdzie ty mieszkasz!? –Zaśmiałam się. –W domu! Zaczekaj wyjdę po ciebie. –Wybiegłam na podjazd. Stała tam (I.t.d.p.) z ogromnym okrągłym pudełkiem w czarno białe paski. –Skończyłam go. –Powiedziała, przy czym wręczyła mi pięknie opakowane pudełko. Zabrałam (I.t.d.p.) do jej pokoju i poprosiłam żeby się rozpakowała. –Zrobimy obiad razem?
-Jasne. Harrego nie ma w domu?
-Nie. Pojechał nagrywać płytę. –Kiedy skończyła się rozpakowywać, zbiegłyśmy na dół do kuchni. W swoim towarzystwie zawsze dostawałyśmy napadów głupawki. Biegałyśmy po całym domu aż w końcu z powrotem trafiłyśmy do kuchni. Chciałyśmy zrobić pizzę. Skończyło się na rzucaniu mąką. Cała kuchnia była w czymś uwalona. W końcu, nie wiem, jakim sposobem zrobiłyśmy tyle ciasta, że wystarczyłoby gdyby nawet przyszło całe One Direction. Łącznie z Niallem, który pożarłby połowę tego, co zrobiłyśmy. No właśnie Niall… -Co się stało? Zamyśliłaś się. –Wydało się. Nie udało mi się ukryć zażenowania wczorajszą sytuacją. –Rozmawiałam wczoraj z Niallem. Nie poszło zbyt dobrze. Nie uwierzył mi… Twierdził, że kłamię, bo jestem zazdrosna. Że mój związek się rozpada a ja wyżywam się na nich. Przecież ja i Harry prawie w ogóle się nie kłócimy! –Podeszła do mnie i przytuliła. Zorientowałyśmy się, że nasza pierwsza pizza się trochę „przypiekła”, więc najszybciej jak mogłyśmy wyjęłyśmy ją z pieca i wstawiłyśmy kolejną. I tak jeszcze jakieś 10 razy. W końcu ogarnęłyśmy względnie bałagan w kuchni, kiedy przyszedł, Harry. –Hej! Już jestem. –Pobiegłam do niego się przywitać a (I.t.d.p.) poszła za mną. –Cześć, kotku. Tęskniłam za tobą.
-Hej Harry. Jestem (I.t.d.p.).
-Cześć. Co tak pachnie? Nie zjarałyście domu prawda? –Wybuchnęłyśmy śmiechem. –Nie po prostu robiłyśmy pizze i kilka nam się trochę zwęgliło. –Dalej się śmiałyśmy a Harry razem z nami. –No, co? Zrobiłyśmy jej tyle, że przez najbliższy tydzień w ogóle nie będę musiała gotować! –Zjedliśmy obiad, który był właściwie już kolacją. Później obejrzeliśmy film i tak minął cały dzień. Następnego dnia chodziłam z (I.t.d.p.) po sklepach i kupiłam mnóstwo ciuchów. Kolejnego dnia byłam z Harrym w kinie a (I.t.d.p.) stwierdziła że przejdzie się w tym czasie po mieście. Aż w końcu nadszedł dzień ślubu. Do naszego domu przyszła Perrie. Razem z (I.t.d.p.) chciała pomóc mi się przygotować. Moja suknia była piękna. Prosty gorset z szerokim skórzanym paskiem z ćwiekami w tali. Spódnica była z tiulu a cała sukienka była w kolorze zakurzonej bieli. Mój welon uszyty przez najlepszą przyjaciółkę też był piękny. Piękniejszy niż mogłabym sobie wyobrazić. Chciało mi się płakać. Byłam przeciwna stereotypom, ale to było silniejsze ode mnie. –Och, (T.i.) już nie płacz, bo się rozmażesz! Harry na ciebie czeka. –Wyciągnęła słuszny argument. To, że się odrobinę rozmazałam i Perrie musiała mnie poprawiać nie było dla mnie problemem. Ważne, że już dzisiaj po południu miałam być panią Styles. To miał być najpiękniejszy dzień mojego życia. Miałam swój własny gust Np. pod kościół nie zawiozła mnie limuzyna tylko biały Jeep. Nienawidziłam hucznych wesel. Zaprosiliśmy najbliższe nam osoby. Rodzinę i przyjaciół, żadnych pół i ćwierć ciotek… To byłam właśnie ja, inna niż wszystkie fanki, inna niż wszyscy z mojego całego środowiska. Ale byłam sobą w tym fałszywym świecie. Kto by pomyślał, że i mnie dane będzie zaznać takiego szczęścia? Kiedy staliśmy przed ołtarzem byłam najszczęśliwszą osobą na ziemi. Ksiądz mówił kilka nieistotnych rzeczy aż w końcu… -Wiem, że to tylko formalność, ale, Czy ktoś zna powody, dla których tych dwoje nie powinno być razem? –Wtedy ktoś się odzywa. No któż to mógłby być? Oczywiście Niall… -Przepraszam (T.i.) Ale to, co mówiłem wtedy o waszym związku to moje prawdziwe zdanie. Proszę księdza, oni się nie kochają! –Harry się wściekł. –Niall, daruj sobie! –Krzyczał jeszcze głośniej. –(T.i.) Jeżeli obydwoje teraz przyznacie, że się kochacie to się zamknę! –Teraz to ja stawałam się bardziej wściekła niż smutna. –Ja to przyznaję już od dwóch lat! Gdybym go nie kochała to nie stałabym tutaj dzisiaj! A ty Niall? Możecie z (I.t.p.p.) szczerze przyznać że się kochacie? Może ty tak, ale na pewno nie szczerze. –Podeszłam do niego i go spoliczkowałam. –Wyjdź! Myślałam, że mogę na ciebie zawsze liczyć. Że mój najlepszy przyjaciel będzie dla mnie oparciem w tym ważnym dla mnie dniu, a tym czasem go niszczysz! I nawet nie wiesz jak bardzo mam ochotę ci teraz naubliżać, ale zważywszy na to gdzie jesteśmy, to po prostu wyjdź i nie próbuj się nawet ze mną kontaktować! –Spuściłam głowę i ze łzami w oczach, które z trudem powstrzymywałam podbiegłam do Harrego i go przytuliłam. Objął mnie i chyba patrzył na Nialla, bo cały czas trzymał głowę w górze. –Możemy dokończyć? –Harry skierował pytanie do księdza, który był najwyraźniej zdezorientowany. –Ta…Tak, tak, tak, oczywiście! –Dokańczał ceremonię. W duchu nie do końca cieszyłam się z tego jak potraktowałam Nialla, ale po tym jak on się zachował w stosunku do mnie nie mogłabym inaczej postąpić. –Tak. - … Trattatatta… - Tak. –Nareszcie! Nareszcie nie muszę się niczym martwić! Nareszcie jestem już żoną Harrego i nic nas nie rozdzieli. Nareszcie przestała mnie dręczyć myśl o Niallu, który mógłby jeszcze bardziej wszystko spieprzyć. Tym razem już obydwoje wsiedliśmy do Jeepa. Odjechaliśmy. Przez jakąś godzinę jechaliśmy na miejsce. Nie ciągnął się za nami sznur samochodów. Tylko pięć czy sześć. Takie było moje marzenie. Z rodziny była tam tylko mama Harrego i jego siostra Gemma. Poza nimi Perrie z Zaynem, Lou, Liam, (I.t.d.p.). To miało być tylko kameralne przyjęcie, ewentualnie ja i Harry mieliśmy raz zatańczyć walca angielskiego. Siedziałam cały czas wtulona w Harrego i czekałam aż dojedziemy. W końcu dojechaliśmy pod włoską restaurację. Nie mogłam wyrazić swojego zachwytu. Było lepiej niż mogłabym sobie wyobrazić. Weszliśmy do środka. Ciągle nie mogłam uwierzyć, że Harry sam to wszystko przygotował. Zobaczyłam scenę z mikrofonem pomiędzy zielonymi stolikami nakrytymi białym obrusem w czerwoną kratę. Harry wbiegł na scenę. –A teraz przed państwem największe muzyczne odkrycie ostatniej dekady i przy okazji moja żona (T.i.) Styles! –Mam śpiewać na własnym weselu? Na cudzym rozumiem, ale nie u siebie. Ale skoro Harrold postawił mnie przed faktem dokonanym, musiałam zaśpiewać. Spojrzałam na niego wymownie, przy czym nie traciłam uśmiechu. Weszłam na scenę i zaśpiewałam piosenkę Nickelback –Trying not to love you. (Do czytelników: Posłuchajcie tej piosenki jest świetna. Moja ulubiona ballada), Kiedy zeszłam ze sceny wszyscy zaczęli klaskać. Później z Harrym, zatańczyliśmy do tej samej piosenki. Usiedliśmy przy stolikach. Każdy stolik był dwuosobowy. Rozsiedliśmy się już. Perrie z Zaynem, Gemma z Ann, Louis z (I.t.d.p.) ponieważ Lou był drużbą Harrego a biedny Liaś siedział sam. Gdyby był tutaj Niall dotrzymywałby mu towarzystwa. W pewnym momencie naszej kolacji zorientowałam się, że Niall też tutaj przyszedł. –(T.i.) Ja bardzo cię przepraszam. Nie chciałem żebyś przeze mnie płakała. Kocham cię jak siostrę i nie mógłbym sobie darować, że mogłabyś mnie znienawidzić. –Uśmiechnęłam się lekko. –Nawet gdybym chciała nie mogłabym cię nienawidzić. Idź już do Liama, bo się biedak zanudzi na śmierć. –Uśmiechnął się. Harry również obdarzył mnie swoim uśmiechem, kiedy Niall już odszedł. –Jak ty to robisz? W jaki sposób potrafisz tak po prostu wybaczać? Jak potrafisz być bezinteresownie dobra w stosunku do każdego? –Nie odpowiedziałam nic. –I co ważniejsze. Nie wiem, jakim cudem się zgodziłaś spędzić ze mną resztę życia.
-Miałabym się nie zgodzić na bycie najszczęśliwszą żoną, i matką na świecie? Kim ja bym wtedy była? Harry kocham cię, ale to ja nie wiem, co ty we mnie widzisz. –Teraz to on się uśmiechał. –Ciebie. –Zbliżył mnie do siebie i pocałował. Pierwszy nieoficjalny pocałunek państwa Styles.
OCZAMI LOUISA
-Więc masz pracownię krawiecką w Holmes Chapel? Przyjemna miejscowość, byliśmy tam z zespołem kilka razy u Harrego. –(T.i.) Miała ładną przyjaciółkę. Wyjątkowo charyzmatyczna i bardzo miła. Tryskająca energią z każdego zakątka swojego ciała. Miałem jednak wyrzuty sumienia, że tak szybko pozbierałem się po stracie Eleounor…, Ale, z jakiego powodu ja miałem wyrzuty do cholery? Przecież zdradziła mnie z byle, kim. Ignorowałem je. –Tak, zgadzam się. Dlatego się tam przeprowadziłam. Mam spokój i ciszę… -Ona się tak ładnie uśmiecha. Harry, ratuj mnie, bo się rozpływam! – Dasz mi swój numer? Bardzo dobrze mi się z tobą rozmawia. –Zarumieniła się. –Jasne! 881-***-***. –Nie wiem, dlaczego ten wieczór minął nam tak szybko. Byłem tak pogrążony w jej piwnych oczach, że zupełnie straciłem poczucie czasu. Wszyscy już zbierali się do wyjścia. Harry i (T.i.) Już wyszli i chyba każdy wie gdzie pojechali… Stanąłem w drzwiach z (I.t.d.p.) trzymając ją za ręce. –Może pojedziemy do mnie? Harrego i (T.i.) i tak nie będzie w domu. Będzie ci się strasznie nudziło i…-Nie powiedziałem jej nic więcej, bo poczułem jak jej słodkie usta zderzają się z moimi. Pojechaliśmy do mojego domu.******************************************* ************************************************************************************************************************
Muahahhhaahahha! Wcisnęłam to tutaj! Wszystkie moje kochane zboczuszki wiedzą, co się wydarzyło. XD
TWOIMI OCZAMI
************************************************************************************************************************ Możecie mi zarzucić, że jestem chora psychicznie, ale same pomyślcie jak inaczej wygląda noc poślubna? CZO? Każdy wyobraża sobie to inaczej, więc żeby wam ułatwić skojarzenie tego podobnie do mnie zapodajcie Guy Sebastian –Like a drum.
Obudziłam się w naszym samochodzie, kompletnie nie wiedząc, co się dzieje. –Już się obudziłaś! –Usłyszałam czuły głos Harrego. –Wybacz. Przeniosłem cię tutaj, kiedy spałaś. Jedziemy na lotnisko. –Ach! Podróż po ślubna…- Możesz mi już w końcu powiedzieć gdzie jedziemy? –Na jego ustach pojawił się cwaniaczkowaty uśmieszek. –Mogę ci powiedzieć, że to nie będzie jedno miejsce. A pierwszym z nich jest ojczyzna naszego Niallera.
-To wspaniale, że jedziemy do Irlandii, ale jak to więcej niż jedno miejsce?
-Zawsze mówiłaś, że interesują cię kultury innych krajów a poza Polską byłaś tylko w Anglii. Próbuję spełniać twoje marzenia. –Chciało mi się płakać ze szczęścia. –Wczoraj moje największe marzenie się spełniło… -Pocałowałam Harrego w policzek. –A moim jest spełnianie tysiąca twoich mniejszych marzeń. Bo cię kocham i chcę żebyś była szczęśliwa.
-Już jestem. –Objął mnie ramieniem. –Przez te trzy dni zaczerpniesz tyle irlandzkiej kultury ile tylko się da.
Miałam zamiar zakończyć tego imagina czwartą częścią, ale się wciągnęłam, więc będzie ich w sumie minimum sześć.
W następnym odcinku.
1. Co ich spotka w Irlandii?
2. Czy skrywana przez Nialla prawda wyjdzie na jaw? (Teraz was informuję^^)
3.Gdzie jeszcze Harry zabierze główną bohaterkę?
4. I jak dalej przebiegnie „twoja” ciąża?
CZYTAMY!!!! ;D
Cover będzie w środę a filmik ze stylizacją w stylu Liasia w czwartek. Subskrybujcie kanał i obserwujcie bloga, pliss, bo mam wrażenie, że prawie nikogo tu nie ma! Te Quiero!
Hej! Zaraz biore sie za 5 i 6! Czesc fajnaa i ja tez bym walnela z liscia Niallerkowi w takiej sytuacji! Love ya /Lulaaa ;*
OdpowiedzUsuń