Było piękne zimowe
popołudnie. Piękne, dlatego że było wyjątkowe. W końcu przecież były święta.
Ludzie krzątali się pod natłokiem świątecznych planów i zajęć, przez co nie
zauważali magii krążącej wokół nich w powietrzu. Biegłam kupić prezenty dla
moich przyjaciół i przyjaciółek, z którymi miałam spędzić święta. Wtapiałam się
w tło zapracowanych ludzi, choć ja dostrzegałam wyjątkową atmosferę. Wpadłam do
centrum handlowego żeby kupić prezenty. Najpierw poszłam do jubilera. Miałam
zamiar tam kupić cztery podobne bransoletki dla Jessy, Jade, Perrie i
Leight-Ann. Srebrny łańcuszek z małym kolorowym motylkiem. Przyjaźniłam się z
całym Little mix, One Direction i dodatkowo z Sophie i Eleounor. Ja nie byłam
dziewczyną żadnego z chłopców. Byłam swojego rodzaju dodatkiem. Nie
przeszkadzało mi to. U jubilera kupiłam jeszcze złote malutkie kolczyki
serduszka z wygrawerowaną literką E. Dla Eleounor. Poszłam do innego sklepu.
Poszłam najpierw na dział męski znalazłam duży wybór koszulek w paski. Kupiłam
pięć koszulek w paski dla Lou. Na jego urodziny prezent załatwiony jeszcze
teraz pod choinkę. Lou miał szczęście, bo dostawał od wszystkich dwa prezenty
jednego dnia. Oprócz całego worka marchewek…, Co mogę mu kupić? Skarpetki? NIE!
Hahhahhahah, znienawidziłby mnie. Poszłam na dział damski i wypatrzyłam czarną
kopertówkę nabijaną cyrkonami z flagą GB i kupiłam ją dla Sophie. Poszłam do
Lacoste i kupiłam białe buty dla Lou. Następnie do Sport Direct gdzie kupiłam
Czarno-biało-niebieskie Reeboki dla Zayna. Liam… Jemu po prostu kupię żółwia!
Sophie mnie zabije! Ważne żeby Liam cieszył się z prezentu! Niall… Gitara? Po
co mu przecież ma… Harremu kupię kota! No i znów powraca problem Nialla… JUŻ
WIEM! Poszłam do nandos i zapytałam czy mają jakieś kupony. Kupiłam Niallowi
(według sondarza) kupony do Nandos na 10 letni zapas jedzenia. Dla Nialla
Starczy na jakiś miesiąc. Kota i żółwia miałam odebrać za godzinę. Poszłam do
domu i spakowałam prezenty i schowałam w swojej szafie. Chłopcy oraz Jade mieli
klucze do mojego mieszkania. Czasami nawet jak mnie nie było sobie po prostu
przychodzili. Zaczynałam się bać, że znajdą moją kryjówkę. Pobiegłam z powrotem
do sklepu gdzie czekały już na mnie zwierzaczki. Odebrałam je umyte i
przygotowane. Już tym razem powoli szłam ponownie do swojego domu gdzie miała
się odbyć wigilia. Pierwszy raz u mnie… Razem ze mną to było dwanaście osób,
miałam mnóstwo pracy. Zwierzaki zamknęłam w swoim pokoju a sama ubrałam
choinkę. Następnie wzięłam się za gotowanie. Poza tym, że El. Obiecała, że
zrobi makowca to jestem sama w przygotowaniach. Od godziny 11:30 do godziny
16:45 siedziałam w kuchni. Zrobiłam pierogi, łazanki, bigos, kompot z suszonych
owoców, karpia, barszcz czerwony z uszkami itd. Nigdy chyba nie jedli polskich
dań. Miałam nadzieję, że będą zjadliwe. Kiedy już przyszykowałam stół,
ozdobiłam cały dom i postawiłam wszystkie potrawy na stole zorientowałam się że
jestem cała rozczochrana i ubrana w dresy. Pobiegłam, co sił w nogach do swojej
sypialni i się przebrałam. Nie miałam nawet czasu się wykąpać. Szubko spięłam
włosy w koński ogon i wbiegłam do salonu. Prezenty! Oświeciło mnie, że w mojej
sypialni mijałam się z kotem i żółwiem a reszta prezentów dalej były zamknięte
w szafie. Znów pobiegłam najszybciej jak umiałam i wyjęłam prezenty z szafy, po
czym poustawiałam je pod choinką. Żółwia razem z terrarium mogłam zapakować w
papier. Ale co ja zrobię z kotem? Postanowiłam, że on zostanie w moim pokoju a
kiedy wszyscy przyjdą i rozdamy sobie prezenty Hazza dostanie swojego kota.
Dzwonek. Na szczęście raz w wigilijny wieczór zadzwonili dzwonkiem jak
cywilizowani ludzie a nie jak jakieś ułomy wpadać do mojego mieszkania jak do
siebie. W sumie to ja sama dałam im klucze… Nie ważne. Podeszłam do drzwi mając
nadzieję, że moja „szybka” fryzura się jeszcze nie rozpadła. Otworzyłam je a na
klatce schodowej stali najpierw chłopcy ze spuszczonymi głowami a za nimi
uśmiechnięte dziewczyny. To chyba one ich tak uspokoiły. –Wejdźcie. Co tak
późno? –Udawałam, że mam WSZYSTKO pod „kontrolą”. Wszyscy weszli do mieszkania
i usiedli przy stole. Nialler już zabierał się do jedzenia, ale Harry go
powstrzymywał. Obok mnie stanęła Jade. –Chyba jednak dobrze, że trochę ich
zatrzymałam. –Powiedziała wskazując na moje włosy, które były w jeszcze gorszym
nieładzie niż przed ogarnianiem. –Dziękuje! –Wyszeptałam, błyskawicznie
poprawiając fryzurę. Przysiadłam się do stołu. Wytłumaczyłam im jak wygląda
wigilia w Polsce i tak też ją obchodziliśmy. Najpierw połamaliśmy się opłatkiem
i dopiero później uradowany Niall mógł razem z nami zacząć jeść. –Teraz czas na
prezenty! –Wykrzyknęła Jessy. Przez moment miałam wrażenie, że Perrie czuje coś
do Zayna. Ja również traktowałam go jak kogoś więcej a niestety Zayn traktował
mnie jak przyjaciółkę. Perrie działała po trupach. Kiedy ktoś jej przeszkadzał
to się go pozbywała. W tym momencie zaczęłam się jej bać… -Usiądźmy w kole i po
kolei będziemy otwierać prezenty od wszystkich. –Zaproponowała Jessy. Wszyscy
się zgodziliśmy. Najpierw padło na Hazzę. –Zaczekajcie na mnie pięć minut. –Oj
nabiegam się dzisiaj… Popędziłam do swojego pokoju i wzięłam kotka na ręce.
Kiedy go przyniosłam każdy zaczął się uśmiechać automatycznie. A Harry
najbardziej. Przytulił mnie z całej siły. –Większą przyjemność sprawiłabyś mi
tylko seksem! –Wyszeptał do mojego ucha, kiedy się przytulaliśmy. Od razu
odepchnęłam go od siebie i zaczęłam się śmiać. –Ty zboczeńcu! –Harry tylko
obojętnie wzruszył ramionami. Każdemu podobały się prezenty. Wtedy przyszła
pora na mnie. Louis był chyba zawiedziony, bo ja dostałam najwięcej. Od Nialla
dostałam łańcuszek z wisiorkiem, na którym było wygrawerowane „Od tego, co
wiecznie głodny”. Od Loczka dostałam najdotkliwszy prezent… Harry chyba na
poważnie mówił z tym seksem, bo dostałam zestaw koronkowej, czarnej bielizny
erotycznej… Od razu po otwarciu prezentu spojrzałam na niego tak, że gdyby
wzrok mógł zabijać Hazza byłby już martwy. Od Liama dostałam czarne converse
nabijane kolcami. Od Jade skórzaną bransoletkę z ćwiekami. Od Perrie czerwoną
bluzę z napisem I <3 1D i białą torebkę z takim samym napisem. Od Jessy
dostałam granatowe shorty na różowe szelki i białą koszulkę w czarne paski.
Jessy twierdziła, że w mojej szafie są tylko czerwone, czarne i białe ciuchy.
Przecież to nie prawda! Miałam też kilka szarych rzeczy… Nie ważne, ciuchy były
świetne, więc się cieszyłam. Lou znów miał przestraszoną minę. Nie dość, że
dostałam bluzkę w paski to jeszcze rozpakowywałam coraz więcej rzeczy. Od
Leight-Ann dostałam prawie neonową różową szminkę i płytę Jasona Dreulo. Leight
tak dobrze znała mój gust muzyczny! Od Lou, który chyba był przejęty tym czy mi
się spodoba dostałam Misia z napisem „Moja druga marchewka”. Tarzałam się ze
śmiechu po podłodze aż podeszłam do Lou i go przytuliłam. Od kochanej Sophie
dostałam taką samą torebkę, jaką ja jej kupiłam. Zanim otworzyłam prezent
Sophie powiedziała, że sama by taką chciała. Cóż… przynajmniej trafiłam z
prezentem. Eleounor podarowała mi bon upominkowi na 100 funtów do Primark. Czas
na prezent od Zayna. –Wiesz, (t.i.) Bo ja nie wiedziałem, co ci kupić i… Z resztą
otwórz! –Jeszcze tak zdenerwowanego Zayna nie widziałam nigdy. Otworzyłam
prezent. W środku był mały króliczek. Kochałam króliczki! Niall się na nas
obraził, ale dalej siedział w tamtym pokoju. Miał różową obróżkę z kolcami i
wisiorkiem z napisem. „Dla mojego jedynego króliczka.” –Ohh, Zayn…
-Zaczerwienił się. Jak oni wszyscy mnie dobrze znali! Mój rockowy styl i to, co
lubiłam… Mam na myśli za równo królika jak i płytę. I jeszcze ta obroża… O
matko! –Więc będziesz moim króliczkiem? –Siedziałam akurat obok niego, więc
przysunęłam go do siebie i pocałowałam. Wszyscy zaczęli klaskać i śpiewać. –Już mi niosą suknie z welonem. Już cyganie
czekają z muzyką. –Kochałam moich debili, ale wszystko postrzegali tak dosłownie…
-Ej, no, ale my nie bierzemy ślubu! Ledwo zaczęliśmy być parą! Możecie być
dumni, że na waszych oczach. –Wszyscy zaczęli się śmiać z wyjątkowo krótkiej
przemowy Zayna poza Perrie, która szybko wyszła. Kiedy tylko otworzyła swoje
prezenty poszła do domu. Kiedy Perrie wyszła od razu chłopcy rzucili żeby
otwierać wina. Skoro świętowaliśmy wigilię po Polsku to wyciągnęłam wódkę. Jak
tylko wypili po kieliszku zaczęli się przewracać. Miałam z nich niezłą zabawę.
Stwierdziłam w końcu, że nie mogą wracać do domu na czworaka. Wszyscy zostali u
mnie. Dziewczyny i ja nie piłyśmy, ale stwierdziłyśmy, że fajnie będzie spędzić
noc w gronie przyjaciół a po drugie ja bym sobie nie dała rady z piątką
chłopców na kacu…, Kiedy w końcu poszłyśmy spać była 3:30. Następnego ranka,
kiedy się obudziłyśmy około 10:00 chłopcy jeszcze spali. Postanowiłyśmy ich
obudzić. Ja poszłam najpierw obudzić Zayna. Leżał zakrwawiony na moim łóżku.
Biała pościel zmieniła swój kolor. Ja tylko przy nim uklęknęłam, złapałam go za
rękę i zaczęłam płakać i krzyczeć. Usłyszałam, że dziewczyny biegną do mojego
pokoju. W tym samym czasie zobaczyłam karteczkę na moim stoliku nocnym. „Skoro
nie będzie ze mną na tym świecie to będzie bez ciebie a ze mną po drugiej
stronie. ~Perrie”. Załamać się? Żyć? To były zbyt trudne pytania jak na moją
zadręczoną głowę. Zanim wszyscy wbiegli do pokoju ja byłam już w łazience
połykając tabletki i jeżdżąc żyletką po żyłach. Zastali w pokoju tylko blade,
martwe i zakrwawione ciało Zayna. Czyli Perrie też się zabiła… I co teraz?
Rozpadnie się Little Mix. Rozpadnie się One Direction i co dalej? Zginęły trzy
osoby… Po mojej śmierci Zayn już nie był taki sam. Był zły, zupełnie jak Perrie
i to właśnie z nią wtedy był…
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz